15078530_1334566373233931_3044028177928000587_n

Mariko, jesteś Dyrektorem Zarządzającym Wydawnictwa, Prezesem Fundacji i Redaktor Naczelną Magazynu. Opowiedz, jak to wszystko się zaczęło? Skąd pomysł na założenie wydawnictwa?

Tych funkcji jest jeszcze więcej, ale wszystkie one – choć na pierwszy rzut oka mogą się wydawać zupełnie ze sobą nie powiązane – są zdominowane przez dwie potrzeby: chęci przygody oraz czynienia dobra. Wiem jak to brzmi. Sama przed sobą się do tego nie przyznawałam, bojąc się, że powtarzając taki „frazes“ będę traktowana nieco niepoważnie, z ironicznym uśmieszkiem, jaki mamy gdy słyszymy cytaty z Paolo Coelho. A zaczęło się to wszystko moją decyzją by żyć odważnie. Gdy się zastanowimy czym owa odwaga może być, okaże się, że w moim przypadku komunikacją i traktowaniem innych jak siebie samą, a siebie samą jak kogoś, kto może, ale nie musi. Choć na to ostatnie pozwoliłam sobie niedawno.

O, zaintrygowałaś mnie… 

Zaczęło się wszystko niewinnie. Po pisaniu do szuflady w czasie studiów, rozpisałam się – jak mi się wydawało na dobre – gdy po urlopie macierzyńskim poszłam do pracy. Jestem osobą, która w każdej branży się odnajdzie i nawet nie straszne mi zamówienia publiczne, ba! Nawet je lubię. Jednak serce wciąż kazało gonić króliczka. Zaczęłam więc każdą wolną chwilę poświęcać na pisanie. A jeśli myślicie, że od pisania krótka droga do bycia pisarką, to w moim przypadku wcale tak nie było. A przeszkody skrywały się w… mojej głowie. Zalegały jak gruz, który musiałam stamtąd powynosić. Udało się. Zrobiłam krok po kroku kawał dobrej roboty, która zaprowadziła mnie do kolejnych drzwi. W mojej głowie siedziało poczucie braku: nie mam kasy, nie mam znajomości, nie mam nazwiska, – więc jak do licha, mogę wydać książkę?! Nawet sobie wymyśliłam, że nie mam wykształcenia, będąc po filologii. Miałam dwa wyjścia: nie robić nic, narzekając na to, czego nie mam albo zmienić percepcję postrzegania rzeczywistości. Po wybraniu opcji numer dwa moje życie zostało z całą świadomością wzięte w moje i tylko moje ręce.

Co działo się później?

Ukończyłam szkołę pisarką PAN, wygrałam konkurs literacki w magazynie PANI, po odmowach z kilku wydawnictw, które brzmiały nawet obiecująco: „książka ma potencjał, wydamy ale za pięć lat“, wydałam ją w wydawnictwie, pobierającym opłaty za wydanie książki. I dopiero w tym momencie rozpoczęła się moja przygoda. Wydawca zrobił produkt, bo taka była jego rola, ale nie zrobił nic więcej, a takie było moje oczekiwanie. Znów pojawił się dylemat: poczucie braku czy własna kreacja. Znów wybór padł na opcję drugą. Po tym, jak samodzielnie zrealizowałam promocję swojej książki w największych mediach, po znalezieniu dystrybutora, który ulokował książkę w empikach, po tym jak zaczęli do mnie odzywać się autorzy, którzy również zostali wydani przez mojego wydawcę i zalali mnie pytaniami jak mi się udało, założyłam własne wydawnictwo.

Czy wiele osób chce wydać książkę?

Coraz więcej. To mnie cieszy, ponieważ każdy z nas chowa w zanadrzu przynajmniej jedną historię, która może służyć innym. Po ponad dekadzie w branży podchodzę do tego właśnie w ten sposób. Mądrość życiowa każdego z nas jest warta odwzorowania na kartach powieści.

Jak wydać własną książkę? Czy to trudne przedsięwzięcie?

Trudna jest tylko niewiedza i lekki chaos, panujący w sieci, gdzie pojawiają się jak grzyby po deszczu artykuły z poradami jak wydać książkę. Co nie znaczy, że to, że się pojawiają jest czymś złym. Absolutnie nie. Jednak czytając każdą taką radę, moją również, należy pamiętać, że to że się coś sprawdziło u jednych, niekoniecznie będzie dobre dla nas. Najważniejsza wg mnie jest świadomość jakości. Niezależnie od tego, czy będziemy się starali zainteresować wydawcę tradycyjnego, czy wydać książkę na własną rękę. Jakość to nasza wizytówka, to nasza odpowiedzialność zarówno za swoje nazwisko widniejące na okładce, ale przede wszystkim wyraz szacunku do czytelnika. A proszę pamiętać, że często pierwszym czytelnikiem jest właśnie wydawca. Jego też należy potraktować jak kogoś, kto po prostu musi zapaść się w opowieść, bo jeśli tak będzie, to zrobi wszystko by wydawnictwo wydało książkę, z którą związał się emocjonalnie. Jeśli tej więzi nie będzie, pozostaną przesłanki komercyjne: target, modny temat, rozpoznawalność autora – tak, nawet debiutującego i jego zasoby promocyjne.

Jakie kroki powinna poczynić osoba, która ma pomysł i chce podzielić się swoją twórczością z innymi?

Przygotowanie tekstu do zaprezentowania wydawcy to jedno, ale jeśli już publikujemy samodzielnie, to najważniejsza jest inwestycja w korektę, redakcję, skład i okładkę. Jeśli chodzi o wydanie self-publishingowe, ważne jest zrozumienie jak wygląda rynek wydawniczy dla takich autorów. Jaka jest dostępna dystrybucja, jakie najlepsze rozwiązania wchodzą w tym zakresie dla konkretnego autora. Dla jednych będzie to ebook, który rozejdzie się jak świeże bułeczki, ponieważ dany autor od lat prowadzi bloga i ma tysiące wiernych czytelników, którzy lubią czytać jego posty w telefonie jadąc do pracy albo na ekranie komputera, robiąc sobie przerwy w pracy, a dla innego najlepszym rozwiązaniem będzie książka drukowana. Tu znów powstanie pytanie czy korzystać z druku całego nakładu, czy z opcji druku na żądanie. Ja osobiście podchodzę holistycznie do każdego twórcy, z którym prowadzę mentoring pisarski czy wydawniczy, analizując każdy krok łańcuszka wydawniczego, wychodząc od dwóch czynników: sytuacji zastanej autora w kontekście jego możliwości, ale też i chęci. Samopoczucie, nastawienie, intuicja autora w tym zakresie jest nie mniej ważna, a zaryzykowałabym stwierdzenie, że ważniejsze, niż zewnętrzne przesłanki, wpływające na wybór modelu wydawniczego.

Czy wiele osób się do Was zgłasza, czy jednak ludzie wolą pisać „do szuflady“ i sami wyszukujecie perełki?

Wyszukujemy wśród zgłaszających się. Chętnych jest wiele, zresztą nie tylko u nas. Wydawnictwa przeżywają prawdziwe oblężenia. Myślę, że w najbliższym czasie dość mocno wreszcie rozwinie się w Polsce model self-publishingowy, czyli całkowicie samodzielne wydawanie książek z pominięciem wydawców.

Czy w Twoim wydawnictwie jest możliwość wydania kalendarza? Jak przebiega taki proces i czym różni się od wydania własnej książki?

Oczywiście, proces wydawniczy tu jest faktycznie nico inny. Głównie ze względu na skład i wzmożonej aktywności grafika. Cała reszta pozostaje bez zmian: określenie celu i misji autora, a potem dobra zabawa.

Czy autorzy mogą liczyć na Wasze wsparcie? W jaki sposób ich wspieracie i w jaki sposób książki promowane są przez wydawnictwo?

Oczywiście. To jest podstawa, by wesprzeć autora w całym procesie wydawniczym. Największy nacisk kładziemy na informację i podnoszenie świadomości. Na samym początku jasno określamy co możemy, co byśmy chcieli i spróbujemy, czy wcześniej to nam się udawało, jak sam autor może popracować nad promocją chociażby. Temat promocji jest bardzo ciekawy i obszerny. Tak naprawdę zdarzają się sytuacje, kiedy wielki budżet wygospodarowany na działania promocyjne zupełnie nie przekłada się na sprzedaż, a bywa, że wystarczy kilka wzmianek o książce i sprzedaż się nakręca.

Jak wygląda dla autora czas po wydaniu książki? Czy jeszcze po tym czeka go dużo pracy czy może czuć się usatysfakcjonowany a książki „sprzedają się same“?

Niewątpliwie, im większe zaangażowanie samego autora, tym większe szanse na lepszą sprzedaż. Wydawnictwo pracuje nad kilkoma tytułami, duzi gracze nad kilkunastoma na raz. Autor w dzisiejszych czasach po wydaniu książki ma bardzo ważne, trudne zadanie do wykonania. Tradycyjni wydawcy szukają takich autorów, którzy „sprzedadzą się sami“, w większości nie inwestują w promocję w ogóle, sugerując autorowi brać się do roboty. Nie ma w tym niczego złego (choć kiedyś się bulwersowałam). Teraz widzę, że współpraca w zakresie promocji jest konieczna.

74147_170398262984087_6289324_n

Z jakich książek, które zostały wydane w Twoim wydawnictwie, jesteś najbardziej dumna?

Każdy tytuł ma swoją moc i siłę, nie umiem wybrać. Dumna jestem z każdego procesu wydawniczego, z każdorazowej pracy całego zespołu ludzi, dbających o to, by książka była przygotowana jak najlepiej, spełniając też marzenie autora i wpisując się w rynek wydawniczy. A to czasem bywa bardzo trudne.

Czy zawsze wszystko idzie łatwo i jest kolorowo, czy jednak bywa, że pojawiają się trudności i upadki? 

Och, odpowiedzią na to pytanie mógł by być wywiad rzeka. Sytuacji awaryjnych jest nawet sporo. Większość z nich dotyczy bardzo niestabilnego rynku dystrybucyjnego.

Co się wtedy dzieje? Jak sobie radzisz w takich, dość stresujących sytuacjach?

Ostatnio na przykład jeden z dystrybutorów nie tylko nie wywiązał się z warunków umowy, ale także oszukał nas, zwodząc i nie dając żadnej konkretnej informacji. Dużo jest bylejakości i niechlujstwa w przetwarzaniu informacji, którą przekazujemy dystrybutorom odnośnie nowości wydawniczych. Lecz to, ludzka rzecz, każdy może się pomylić. Ja też prywatnie robię błędy, na całe szczęście mam zaprzyjaźnioną korektorkę. Sprawy jednak się mogą naprawdę skomplikować, gdy np. były mąż autorki podrabia podpisy na umowie wydawniczej, by wyłudzić pieniądze, albo przychodzi pismo od komornika, bo autor jest dłużnikiem. Zastraszenia i groźby kogoś, czyją propozycję wydawniczą odrzuciłam to już zupełnie inna para kaloszy. No cóż, z każdą taką sytuacją rośnie we mnie spokój. Jest teraz jak mocny fundament. Chroni.

Opowiedz coś więcej o swojej twórczości.

Czytelnicy twierdzą, że moje książki mają w sobie coś z Munro, Modiano, Dostojewskiego. To mocni gracze, nie da się ukryć. Ivo Vuco, pisarz i szef Hultaja Literackiego porównywał mnie do klasyków, do książek, których już się nie pisze. Jestem więc… no cóż, dinozaurem literackim? Fajnie to brzmi. Piszę o życiu, o tym wszystkim co nas otacza, ale też o tym wszystkim co nasze otoczenie sieje w nas samych, w środeczku serducha. A najważniejszą wartością okazują się być dla moich bohaterów relacje z innymi.

Co jest dla Ciebie ważne poza pisaniem i zarządzaniem wydawnictwem?

Pomoc innym twórcom w wyborze drogi i w ruszeniu po swoje marzenia.

Jak radzisz sobie z łączeniem życia prywatnego i zawodowego?

Nie radzę, dlatego wszystko jest wymieszane i w tym rozgardiaszu czuję się całkiem fajnie.

Jak spędzasz czas wolny?

Ostatnio w lesie z książką. Na co dzień w wannie z książką. Od zawsze z książką.

Jakie dalsze kroki w rozwoju wydawnictwa poczynisz? Co jeszcze chciałabyś zrobić?

Wydawnictwo właśnie przechodzi mentalne przeobrażenie. Mentalne, bo ja staję się trenerem mentalnym. Skupiam się na mentoringu przede wszystkim, ponieważ chcę pracować ze świadomymi autorami.

Ostatnio wydałaś książkę, uchylisz rąbka tajemnicy?
Właśnie ukazała się Radosna Ksiażka! To jest fantastyczna sprawa. Jestem ogromnie dumna z tej niezwykłej pozycji, ponieważ już sam jej wygląd wprowadza w dobry nastrój. A w środku znajdziemy 8 felietonów o poszukiwaniu radosnej życiowej ścieżki. Mocna rzecz, po przeczytaniu której życie nabiera barw. To jak lek bez recepty. Ważne, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Książka jest dostępna tutaj: www.radosnaksiazka.pl

Planujesz czymś nas zaskoczyć?

Oczywiście, już wkrótce.

Poprzedni
Następny