Analiza nigdy się kończy

Paraliż decyzyjny – 5 psychologicznych pułapek, które utrudniają działanie

W oczach innych taka kobieta świetnie sobie radzi: prowadzi firmę, podejmuje dziesiątki decyzji dziennie i zazwyczaj dowozi to, co obiecała – terminowo i w świetnej jakości. Jednocześnie ta sama kobieta uparcie myśli o tym, że nie daje sobie rady, bo wciąż ta jedna ważna decyzja od tygodni nie może zapaść.

Coraz więcej osób wpisuje w wyszukiwarkę pytania: „Dlaczego nie mogę podjąć decyzji?”, „Skąd bierze się paraliż decyzyjny?” czy „Jak przestać analizować i zacząć działać?”. Paraliż decyzyjny rzadko wynika z braku wiedzy czy kompetencji. W wielu sytuacjach pojawia się wtedy, kiedy mechanizmy, które przez lata pomagały funkcjonować, z czasem zaczynają bardziej obciążać niż wspierać. O pięciu takich mechanizmach piszę poniżej.

Analiza, która nigdy się nie kończy

Jedna z moich klientek, przedsiębiorczyni działająca online, opisała to tak: „Mam piętnaście pomysłów dziennie, osiem otwartych wątków i poczucie, że nic z tego nie działa”. Każdy nowy pomysł wymagał analizy i energii, a im bardziej się rozpraszała, tym mniejsza była szansa, że cokolwiek naprawdę ruszy.

W sesjach często zaczynamy właśnie od tego: wypisujemy wszystko, co otwarte, i wybieramy jeden wątek do dokończenia, a reszta zostaje świadomie odłożona. Pracujemy też nad tym, co pomaga działać pomimo lęku przed złym wyborem, nie czekając, aż ten lęk sam minie.

Głos, który mówi „udało mi się to zrobić przez przypadek”

Wyobraź sobie, że od kilku lat prowadzisz firmę, masz stałe klientki, dobre wyniki i pozytywny feedback. A mimo to, kiedy ktoś pyta, jak ci idzie, mówisz „jakoś się kręci” albo „na razie mi się udaje”. Kiedy coś nie wychodzi tak, jak planowałaś, od razu wiesz, że to twoja wina. Kiedy wychodzi, szukasz innego wyjaśnienia.

To nie jest skromność. To mechanizm, który sprawia, że każda decyzja wymagająca zaufania własnej ocenie staje się czymś, czego wolisz unikać, bo skoro dotąd „jakoś się udawało”, to w każdej chwili może się skończyć.

Warto zwracać uwagę na to, jak mówisz o swoich osiągnięciach sobie i innym. Jeśli łapiesz się na tym, że opisujesz coś jako „udało mi się” albo „jakoś wyszło”, zatrzymaj się przez chwilę i spróbuj powiedzieć to inaczej: „ja to zrobiłam”, „ja tak zdecydowałam”, „ja to wynegocjowałam”. Czasem ulegamy nawykowi pozornej skromności, a tymczasem dużo łatwiej jest działać, gdy stawiasz siebie w roli sprawczyni własnych decyzji.

Czekanie na pomysł, który nie wymaga próbowania

Wiele osób, z którymi rozmawiam, czuje się przytłoczonych pytaniem „co dalej”. Po kilku latach w jednej pracy lub z tą samą ofertą satysfakcja spada, a w głowie pojawia się presja, żeby znaleźć “superpomysł” na siebie, najlepiej taki, który jest w całości przemyślany, zanim się go w ogóle spróbuje. Z mojego doświadczenia wynika, że to rzadko działa, bo kiedy ktoś szuka idealnego rozwiązania bez przetestowania kilku niedoskonałych pomysłów, zazwyczaj wraca do tego samego miejsca, w którym zaczął. Każde doświadczenie, nawet to, które perfekcjoniści nazywają porażką, daje konkretną informację o tym, czego naprawdę się chce i co naprawdę się potrafi.

Paradoksalnie, pomaga też przyznanie przed sobą, że na razie się nie wie. Kiedy ktoś daje sobie prawo do chwilowego zatrzymania (bez szukania na siłę, bez słuchania kolejnych podcastów i czytania kolejnych historii sukcesu), głowa często zaczyna pracować inaczej.

Strach, że komuś się nie spodoba Twoje „nie”

Pracowałam kiedyś z menedżerką, która miała duże marzenie: chciała zacząć działać poza korporacją. Tym, co ją blokowało, nie był brak pomysłu ani kompetencji. Najbardziej bała się reakcji przełożonego: tego, że poczuje się zostawiony i przez nią porzucony. Decyzje biznesowe prawie zawsze wymagają tarcia: kogoś trzeba zawieść albo renegocjować coś, na co druga strona nie ma ochoty. Kiedy poczucie własnej wartości jest silnie związane z tym, jak reagują inni, sama perspektywa tego tarcia potrafi zatrzymać decyzję na długo, nawet jeśli od dawna wiadomo, że jest słuszna.

Dlaczego strata boli bardziej niż raduje zysk

Zdarza się, że chciałybyśmy mieć ciastko i zjeść ciastko, na przykład zmienić wygodną, ale mało ciekawą pracę na coś, co daje jednocześnie satysfakcję i pieniądze, nie poświęcając przy tym niczego po drodze. Tymczasem jeśli chcesz przejść do nowej branży albo rozwinąć nową ofertę, prawdopodobnie pojawi się taki etap, kiedy musisz w coś zainwestować: wolny czas na naukę albo darmowe projekty, które pozwolą ci zebrać doświadczenie. Wybierając jedną drogę, zawsze porzucamy jakąś inną. I to właśnie ten ból potrafi trzymać nas w miejscu dłużej niż jakikolwiek lęk przed nowym.

Podsumowanie

Większość z tych mechanizmów nie wzięła się znikąd. Wiele z nich powstało wtedy, kiedy wysokie wymagania, presja otoczenia albo konieczność samodzielnego radzenia sobie rzeczywiście wymagały takiej strategii. Problem zaczyna się wtedy, kiedy kontekst się zmienia, a mechanizm zostaje. Jeśli wiesz już wystarczająco dużo, a mimo to trudno ci ruszyć dalej, warto zatrzymać się przy jednym pytaniu: Co teraz czujesz: odpowiedzialność za to, co jeszcze nie zostało zrobione, poczucie winy za to, że nie zrobiłaś więcej, przeciążenie tym, ile już dźwigasz, czy może coś zupełnie innego? To dobry punkt wyjścia do rozmowy z kimś, kto pomoże ci to rozplątać. 

Sprawdź także: Motywacja i automotywacja przy prowadzeniu własnego biznesu. Jak radzić sobie z prokrastynacją, spadkiem energii i motywacji?

Analiza nigdy się kończy

Autorka: Ewa Lesiak – psycholożka i certyfikowana coachka kariery. Wspiera osoby, które stoją przed ważnymi decyzjami zawodowymi i życiowymi, doświadczają przeciążenia, wypalenia lub utknęły w miejscu mimo dużych kompetencji. Łączy wiedzę psychologiczną z doświadczeniem zdobytym w biznesie, pomagając odzyskać sprawczość i spokój w działaniu.

Sprawdź więcej na stronie: www.ewalesiak.pl

źródło zdjęcia: archiwum własne autorki

seria #kobietyobiznesie

5 1 głos
Ocena artykułu
Podziel się swoją opinią
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów