Przede wszystkim słuchać, potem dopiero samemu mówić. A jeszcze wcześniej starać się zrozumieć, co druga osoba nam powiedziała.

Bo nie wystarczy słyszeć. Ze słyszeniem nie ma problemu większość naszego społeczeństwa, jednak ze słuchaniem wręcz odwrotnie. Ludzie nie rozmawiają po to, żeby poznać czyjąś opinię czy po to, żeby dowiedzieć się, co czuje druga osoba, czego potrzebuje. Ludzie rozmawiają dlatego, bo trzeba przecież czymś wypełnić ciszę. Gdyby w szkole uczyli, jak słuchać,  świat byłby piękniejszy.

„Co tam?”

Zadajemy oklepane „Co tam?”, a potem się wyłączamy, bo zazwyczaj w ogóle nas to nie interesuje. Czy to w luźnej rozmowie, czy w zapalonej dyskusji często skupiamy całą naszą energię na niecierpliwym oczekiwaniu, kiedy skończy mówić i na wymyślaniu odpowiedzi. Słuchamy, co się dzieje w życiu naszego znajomego, kolegi, przyjaciółki i wcinamy się tylko z ciągłym „ a ja”, „a moje”, a mnie”.

Ja, ja, ja…

Słyszymy: „Kupiłam sobie piękną sukienkę!”. Co jest najbardziej oczywistą odpowiedzią? „JA też ostatnio kupiłam sobie fajną sukienkę” albo „JA tak dawno nie kupiłam sobie żadnej sukienki!”. Bo co nas obchodzi, na jaką okazję ta sukienka?  A może kompletnie bez okazji? Jak wygląda? Gdzie była kupiona? Czy w małym sklepiku czy w jednej z sieciówek? Czy była kosmicznie droga czy śmiesznie tania? Czy nasza przyjaciółka szukała tej sukienki przez całe lata i w końcu udało ją się jej upolować, a może  czy nigdy w życiu nie sądziła, że kupi sobie taką sukienkę, ale zobaczyła ją na wystawie i pomyślała: „Muszę ją mieć”?

Tryb słuchania nie jest łatwy

Wymaga to otwarcia się na innych ludzi.  Jeśli chcemy dowiedzieć się, jak słuchać, tak naprawdę, musimy przestać patrzeć na wszystkich przez pryzmat siebie. „Nie masz ochoty iść do kina? Ale z ciebie nudziarz”. „Nie chcesz iść z nami na piwo? Jezu, ale z ciebie dziwak…”. Tak często szufladkujemy ludzi, spłycamy to, co czują.

Nigdy nie widzimy całego obrazu

Jest tak wiele zmiennych, tak wiele czynników, które wpływają na decyzje, które podejmujemy. Kiedy czyjś wybór jest sprzeczny z naszym, od razu budzi się w nas jakiś wewnętrzny bunt: „Ale jak to? Jak on tak może? Bez sensu. Na pewno będzie tego żałował”. Tak naprawdę sprzeciwiamy się odwadze osób z naszego otoczenia, żeby nie podporządkować się innym. Ten sprzeciw jest tak silny i pochłania tyle naszej energii, że nie starcza już nam jej na to, żeby zwyczajnie zapytać: „Dlaczego? Dlaczego nie chcesz zrobić tego czy tamtego?” Może wtedy otworzyły by nam się oczy.  I bynajmniej nie ze zdziwienia. Nigdy nie znamy całego obrazu. A droga, żeby poznać chociaż jego zarys jest tylko jedna- nauczyć się, jak słuchać i wdrożyć to w nasze życie.

Poprzedni
Następny