mapamarzen  Moje doświadczenie wskazuje, że spełnienie przychodzi do nas często z zaskakujących kierunków i pod niespodziewanymi postaciami. Zdarzyło mi się wiele razy, że planowałam drogę, jaką ma się coś wydarzyć, czas, w którym to nastąpi, a nawet stronę świata, z której mają przypłynąć dobre wieści.

Sama do końca 2019 roku tworzyłam mapy marzeń. Dlaczego? Bo mocno chciałam złapać na papierze moje pragnienia, mimo, że to głównie poza nim, stopniowo, odkrywałam od wielu lat, o co we mnie chodzi. I co jeszcze zauważyłam? Że takie rytuały są mi coraz mniej potrzebne, bo przecież sama jestem mapą marzeń. Napisałam książkę, w której wszystko, co moja bohaterka ma w środku, manifestuje się jej na drodze w czasie przechadzki labiryntem. Nad tekstem „wszystko, co moja bohaterka ma w środku” musi zawisnąć gwiazdka, bo pamiętajmy, że jeśli podświadomość wytapetowana jest jakimś schematem, to w świecie zewnętrznym ten schemat po prostu dąży do realizacji. Gdy wlewamy wodę do wazonu w kształcie kwadratu, przybierze ona formę właśnie tej figury geometrycznej.

Do czego zmierzam? Do tego, że zdarzało mi się wyklejać mapę marzeń wizjami różnych relacji. Obrazkami tulących się do siebie ludzi, rodzin, dzieci albo domków za miastem. Potem okazywało się, że nie przychodziło to do mnie ani drogą, którą sobie wymyśliłam ani nie było w dobrej jakości, do której każdy z nas jest stworzony. Ba! Moje prywatne dzieła charakteryzowało raczej paskudne wykonanie.

Marzenia realizują się od strony magnesu jakości i wzorców z naszego środka. To tam zapisane są ich zalążki, stamtąd wykiełkują. Jeśli te wzorce są stare, zdeformowane, toksyczne, to taki kształt wazonu otrzymamy, ile miłości i pasji nie wlalibyśmy do środka. Dlatego warto nad sobą pracować i zaglądać na strych, czyścić przeszłość, jeśli jest taka potrzeba. Bywa i tak, że osoby tworzące wyklejanki z marzeniami nie kreują w rzeczywistości tylko papierowych map, ale spędzają pierwsze od dawna chwile w skupieniu nad sobą, zastanawiają się w końcu, czego pragną albo wykonują jakikolwiek ruch w stronę miłości od siebie do siebie, dawania sobie uwagi bądź znalezienia odrobiny przestrzeni tylko dla siebie, oderwania się od obowiązków.

beach-815303_1920

Nie chodzi też oczywiście o to, żeby niczego nie planować, żeby wymarzyć sobie coś i nie podjąć żadnego kroku w kierunku urzeczywistnienia. Wprost przeciwnie! Działanie jest tak samo ważne jak wspomniany wyżej zalążek wzorców. Logiczne jest, że np. otwarcie biznesu wymaga planowania i posiadania składowych samego przedsięwzięcia. Moje doświadczenie wskazuje jednak, że spełnienie przychodzi do nas często z zaskakujących kierunków i pod niespodziewanymi postaciami. Zdarzyło mi się wiele razy, że planowałam drogę, jaką ma się coś wydarzyć, czas, w którym to nastąpi, a nawet stronę świata, z której mają przypłynąć dobre wieści. Stałam tak z odwróconą w prawo głową i wyczekiwałam posłańca. Okazywało się, że coś wydarzało się zupełnie innym sposobem, w innym czasie, totalnie po swojemu, inaczej, ale nadal w najlepszej możliwej formie – idealnie. I w tym momencie przejdę do bardzo ważnego słowa w mojej prywatnej historii marzeń: “odpuszczanie”.

Można byłoby powiedzieć, że „odpuszczanie” wiąże się z poddaniem się, odejściem, pożegnaniem, a może nawet całkowitą utratą kontroli? Tego ostatniego szczególnie nie lubimy, a to właśnie czasem o to w tym wszystkim chodzi. Powinniśmy zastąpić myślenie o utracie kontroli zaufaniem do tego, co się wydarza. To dla mnie najtrudniejszy element mapy marzeń. Dlaczego? Bo, żeby zaufać światu lub komukolwiek innemu, z kim wejdziemy w relację, najpierw musimy zaufać sobie. Gdy to się dzieje, mapa marzeń otwiera się jak książka i zaczyna działać. W nas, a potem na zewnątrz.

Poprzedni
Następny