jak znaleźć w sobie siłę

Magda jest założycielką bloga motywacyjnego, podróżniczką oraz promotorką zdrowia psychicznego i fizycznego. Pracuje z kobietami, podpowiadając im, jak zmotywować się do działania i żyć świadomie. Nam opowiedziała przy kawie, jak znaleźć w sobie siłę do działania i skąd ona sama bierze moc!

Czy kobiety są silne i trzeba tę siłę z nich jedynie wydobyć, czy pracuje się u nich nad pewnością siebie i siłą od zera?

Kobieta jest bardzo silną osobowością od najmłodszych lat. Widać to już na etapie przedszkola, szkoły. Są dziewczynki, które są bardzo sprytne, potrafią sobie doskonale poradzić już w najmłodszych latach. Ale różne zdarzenia w naszym życiu powodują, że czasami możemy stracić tę siłę, a nasze poczucie wartości znika. Ma na to wpływ wiele czynników – nasi rodzice, partnerzy, praca. Kobietom często brakuje takiego małego impulsu, ja to nazywam „piorunem”, żeby pokazać, że warto wziąć życie w swoje ręce i realizować swoje pasje, cieszyć się nim. Na każdej płaszczyźnie – od zawodowej po osobistą. Ważne jest, żeby się realizować. Nie tylko być dobrą koleżanką, mamą, żoną, ale być dla siebie też dobrym człowiekiem, bo tak naprawdę często zapominamy w tym wszystkim o sobie.

Kobiety już od najmłodszych lat często słyszą, że wielu rzeczy jako dziewczynkom im nie wypada robić – głośno się śmiać, siadać „jak chłopak”, krzyczeć. Czy takie stereotypowe podejście do kobiet może spowodować, że wejdą w rolę, którą narzuca im otoczenie?

Tak naprawdę najważniejszą rolę odgrywa tu rodzina – ten początek, zalążek. Często rodzice mówią małym dziewczynkom, że dzieci i ryby głosu nie mają – że nie powinny się odzywać, wyrażać swojego zdania w towarzystwie dorosłych. I to sprawia, że powoli zamykają się w sobie. Myślę, że nam, kobietom, jest trudniej przebić się przez barierę społeczną. Na każdym kroku ciągle widać dyskryminację kobiet, chociażby na etapie awansów zawodowych.

Kobiety często też nie doceniają siebie na rynku pracy. Zaniżają swoją samoocenę i to, ile chciałyby zarabiać. Mężczyźni wręcz przeciwnie.

Tak, w ogóle mężczyźni mają taką fantastyczną cechę. Nawet kiedy czują, że jest duże ryzyko finansowe, podejmują działanie. Mają takie podejście, że albo się uda, albo się nie uda. Jak się nie uda, to trudno! Bardzo często słyszałam od nich słowa „Nie przejmuj się”, „Po co się przejmujesz?”, „Działaj, rób to!”. Najważniejsze, żeby zrobić ten pierwszy krok. A my, kobiety, często czekamy na odpowiedni moment. A ten odpowiedni moment może czasami po prostu nie nadejść.

Jak myślisz, co nas najbardziej hamuje przed podjęciem działania?

Głównym czynnikiem jest to, w jakim kręgu się otaczamy. W moim przypadku bardzo sprawdziła się weryfikacja pseudo-znajomych, których kiedyś uważałam za bardo dobrych ludzi. Natomiast pewne zdarzenia, takie jak utrata pracy czy choroba dziecka, pokazały mi, kto przy mnie tak naprawdę jest w trudnych momentach, a kto nie podał mi ręki. Myślę, że w życiu ważne jest to, żeby otaczać się pozytywnymi ludźmi. Takimi, którzy nie będą Ci zazdrościć i mówić o Tobie za plecami, tylko, nawet jeśli coś do Ciebie mają, to powiedzą Ci to prosto w twarz. Ta szczerość, uczciwość i takie pozytywne postrzeganie świata przez otoczenie spowoduje, że będzie Ci się chciało i będziesz miała impuls do tego, żeby działać. Często jest tak, że mówisz o jakimś swoim pomyśle znajomym, a oni odpowiadają: „No weź, przestań. Nie warto, przecież nie nadajesz się do tego. Nigdy tego nie robiłaś”. Jedna osoba tak powie, druga i sobie odpuszczamy albo robimy coś po cichu w domu. Wiele kobiet na przykład robi to, co chce, ale nie na taką skalę, na jaką powinny się tym chwalić.

jak znaleźć w sobie siłę, żeby, czasami na przekór wszystkim powiedzieć „Nie, ja chcę to robić i będę to robić”?

W pewnym momencie trzeba po prostu stanąć twarzą w twarz z samym sobą i zadać sobie pytanie: czy chcesz do końca życia żyć tak jak w tej chwili? Robić, to co robisz teraz? Być w tym miejscu, wokół takich ludzi i narzekać, marudzić? Czy może chcesz wypłynąć na szerokie wody? Każdy ma w sobie strach, każdy się czegoś boi. Ale jeśli nie zrobisz tego pierwszego kroku, to się nie przekonasz. Będziesz stała całe życie w jednym punkcie i za pięćdziesiąt lat będziesz żałować, że nawet nie próbowałaś czegokolwiek zmienić w życiu. Wydaje mi się, że najważniejsze to znaleźć cel, bez tego ciężko będzie nam cokolwiek zrealizować. A gdy już go określimy, to trzeba na przekór wszystkiemu przebijać się, iść do przodu i otaczać się dobrymi ludźmi, którzy będą Cię do tego popychać i kibicować Ci, mówić: „Idź, rób to! Fantastycznie!”.

A jak to było w Twoim przypadku? Wydajesz się osobą pewną siebie, twardo stąpającą po ziemi. Taką, która wie, czego chce i do tego dąży. Zawsze tak było?

Nie. Miałam wielkie marzenie w liceum, chciałam pisać. Jednak moja polonistka uwzięła się na mnie. Uważała, że kompletnie się do tego nie nadaje i przez cztery lata starała się utwierdzić mnie w tym przekonaniu. Zabiła we mnie coś, co było moją największą pasją. Strasznie zamknęłam się w sobie. Byłam często smutna, stałam z boku. Dużo obserwowałam, ale mało mówiłam. Nawet jak znałam odpowiedzi na różne pytania, to po prostu się nie zgłaszałam. Bałam się odezwać. Bałam się ośmieszenia, krytyki. Dopiero jak poszłam na studia i poznałam fantastyczną lekarkę, która była moją promotorką, zaczęłam wierzyć w siebie i w to, że mogę sama siebie kształtować. Napisałam pracę magisterską o anoreksji i bulimii wśród młodzieży, a ona powtarzała mi: „Genialna praca, musisz robić doktorat, musisz iść do przodu!”. Olśniło mnie, że tak naprawdę to ja odpowiadam za swoje życie. Nie mogę uzależniać go od innych ludzi, od tego, że ktoś powiedział coś na mój temat. To był taki punkt zwrotny, od którego zaczęłam budować siebie powolutku, krok po kroku. Bardzo pomogły mi w tym też książki. Miałam taką swoją własną terapię – co miesiąc szłam do księgarni i kupowałam sobie książkę, która mnie najbardziej interesowała.

Poznawałaś w ten sposób siebie na nowo?

Na pewno. Myślę, najgorsze w tym wszystkim jest to, że niektóre rzeczy powinnyśmy wiedzieć wcześniej. Gdyby się zdarzyło, że trafiłabym na taką nauczycielkę, jaką poznałam na studiach, już w liceum, to już wtedy mogłabym powolutku rozwijać skrzydła. Ten etap od dzieciństwa do wieku nastoletniego jest bardzo ważnym etapem psychicznym. Jak tutaj ktoś coś zaburzy, to później jako dorosłym ludziom jest nam ciężko realizować się tak, jakbyśmy chcieli.

A czy te negatywne przeżycia mogą nam paradoksalnie pomóc –  wzmocnić nas, uczynić silniejszymi?

Każda sytuacja uczy nas czegoś nowego i pozwala nam wyciągnąć wnioski na przyszłość. Wiadomo, że niektóre rzeczy przychodzą do nas zupełnie nieoczekiwanie. Na przykład zaufam komuś, bo uważam, że jest w porządku, a po kilku latach okazuje się, że nie był tego warty. Każde negatywne zdarzenie w życiu zostawia w nas bliznę, ale dzięki temu jesteśmy silniejsi. Czasami mam wrażenie, że ludzie po przejściach są fajniejsi – mądrzejsi, silniejsi, mają w sobie więcej pokory i szacunku do drugiego człowieka.

Gdzie Ciebie doprowadziło poznawanie siebie, budowanie siebie na nowo?

Do etapu, gdzie potrafiłam w końcu podejmować świadome decyzje. Zaczęło się od pracy. Pewnie tkwiłabym ciągle w różnych zawiłych sytuacjach, gdybym nie podjęła decyzji, że odchodzę. W ogóle zaczęłam żyć świadomie. Wcześniej bardzo wiele lat mi uciekło w pewnym stopniu, bo żyłam praca-dom, praca-dom, praca-dom.

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy?

Przez ludzi – była nieprzyjemna atmosfera, wyścig szczurów, zazdrość. Jeżeli przychodzi się do pracy z bólem żołądka, to nie o to chodzi. Praca powinna sprawiać nam przyjemność. W momencie, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie chce tak dalej żyć, wszystko zaczęło się inaczej toczyć. Świadome życie pozwala nam cieszyć się każdą chwilą. Wcześniej nie potrafiłam tego robić. Nie potrafiłam wstać rano tak jak teraz, otworzyć okien i słuchać ptaków. Ja nawet nie wiedziałam, że te ptaki mam za oknem!

Trzeba mieć wielką odwagę, żeby nie iść tym utartym szlakiem tylko zdecydować się na swoją własną drogę.

Na pewno. Mnie dużo czasu zajęło zanim dojrzałam do tego momentu. Chciałabym pokazać kobietom, że mogą niektóre rzeczy zmienić już teraz w tej chwili, żeby nie powielały błędów innych i nie czekały w nieskończoność. Chcę, żeby rozwijały swoje skrzydła i działały. Mówię tu o każdej płaszczyźnie, nie tylko zawodowej. Kobiety często są w różnych zawiłych związkach, są nieszanowane, źle traktowane.  Jednak wychodzą z założenia, że „zawsze może być gorzej”. Kiedy padają takie słowa z ust moich klientek, mówię „O nie, stop!”. To nie o to chodzi, że chce zmienić ich życie. Chcę, żeby po prostu zrozumiały, że same, bez pomocy innych osób, są w stanie je zmienić. Mogą żyć szczęśliwie. I to nie chodzi o bajkę z księżniczką i księciem w rolach głównych, ale o to, że można spotkać fantastycznego człowieka i realizować swoje pasje, żyjąc razem.

Kobieta silna… czyli jaka? Co jest wyznacznikiem tej siły?

Kobieta silna to kobieta odważna. To, że mamy w sobie strach i obawy przed krytyką to jedno. Natomiast ważnym etapem jest przekroczenie, chociaż małymi krokami, granicy strefy komfortu i pójście do przodu. Jak się już wejdzie do tej wody, to się popłynie. Nawet malutkimi ruchami, ale się popłynie. Uważam, że kobieta silna to kobieta świadoma, która wie, czego chce, jest pewna siebie, ale w naturalny sposób.

Często pod maską pewnej siebie kobiety sukcesu kryje się zupełnie inna osoba. Jaki jest Twój sposób na to, żeby ta pewność siebie była naturalna? Na czym powinnyśmy zbudować fundamenty naszej siły?

Najgorsze, co można zrobić to założyć taką maskę. Idziemy do pracy jako piękne business woman, a w domu nie potrafimy się odnaleźć. Ważne jest, żeby żyć świadomie na każdej płaszczyźnie i cieszyć się życiem na każdym etapie. Ważne jest, żeby zrozumieć, czego się chce i małymi kroczkami stąpać w tym kierunku. Jest to też związane z rozwojem osobistym i czynnikami zewnętrznymi, takimi jak ćwiczenia fizyczne, które pomagają nam w opanowaniu stresu. Ale wydaje mi się, że trzeba dojść do etapu, gdzie chcemy zmienić swoje życie. Jeżeli ktoś udaje, zakłada maskę, to tak naprawdę krzywdzi sam siebie. Może zrozumie to za dwadzieścia, trzydzieści lat, ale będzie to już taki moment, że będzie sfrustrowany. Osoby, które przywdziewają maski, w pracy są poukładane, rzetelne, a w domu się wydzierają. Mają wahania nastrojów, bo muszą gdzieś te emocje wyrzucić. Trzeba nauczyć mówić się, co się myśli i czuje. Ważne jest, żeby czasami wyrzucić z siebie emocje, na przykład można pójść z koleżanką na kawę i jej się wygadać.

Czyli czasami warto się wypłakać i pokazać słabość?

Zdecydowanie. To jest bardzo zdrowe! Czasami mam wrażenie, że zapominamy, że jesteśmy ludźmi, a nie robotami. Wszyscy wymagają od nas wszystkiego na najwyższym poziomie – od wyglądu po sprawy zawodowe. Najlepiej znać kilka języków, zawsze być reprezentatywnym i właściwie o północy, jak zadzwoni telefon, powinnyśmy wskoczyć w garsonkę, szpilki i lecieć. Negatywną energię trzeba z siebie wyrzucić, bo inaczej wyżywamy się na innych. Jeśli się wypłaczemy albo wykrzyczymy w poduszkę, to od razu te emocje nam się uspokoją.

A skąd Ty bierzesz siłę do działania?

Odkąd zaczęłam żyć świadomie i podróżować po górach, zaczęłam spotykać mnóstwo fantastycznych ludzi. W mieście jest straszny pęd. Wszystko szybko, szybko, szybko. I tak nauczyłam się żyć. Pamiętam taką sytuację. Jechałam kiedyś na wsi samochodem z mężem za mężczyzną, który jechał bardzo powoli, był uśmiechnięty. A ja dociskałam gazu, nie mogłam go wyprzedzić i zaczęłam się denerwować. A mój mąż na mnie spojrzał z politowaniem i powiedział: “Kobieto, on jedzie wolno, bo on tu żyje wolno. Zobacz, jak tu jest fajnie. On sobie podziwia, ogląda. A ty się wiecznie śpieszysz i co ty masz z tego życia?”. Dla mnie dużą siłą do działania jest właśnie obcowanie z przyrodą i z ludźmi, których spotykam na szlakach. Często poznaję niesamowitych ludzi z wielką wiedzą – od bacy po autorkę książek. To daje wielki zastrzyk energii. Wracam z gór, jestem zmęczona fizycznie, ale wyluzowana psychicznie. Odprężenie psychiczne jest niesamowicie ważne, bo fizycznie możemy być “spruci” całkowicie, ale wtedy naszą “podporą” jest psychika. A jeśli jest odwrotnie, to bardzo komplikuje każdą sytuację w życiu.

Podróżujesz nie byle z kim, bo z… Malamutem. Skąd taki pomysł?

Tak, umarła mi po 10 latach Haszczka, suczka Husky Syberian, trochę znienacka, na niewydolność nerek. Spędziła mnóstwo czasu przy moim chorym dziecku. Była taką terapeutka, lekarka. To było niesamowite uczucie, kiedy kładła się wokół głowy mojego dziecka. Jej śmierć bardzo mnie dotknęła. Miałam leki po niej na niewydolność nerek i zapytałam lekarza, co mam z nimi zrobić, bo były dosyć drogie. Poradził, żeby znaleźć fundację, której je oddam. Przez przypadek znalazłam Fundację Adopcje Malamutów. Weszłam na ich stronę i nie pooglądałam pieski. Zakochałam się w jednym zdjęciu. Ten wyjątkowy Malamut drgnął moim sercem. I tak się zaczęło. Zadzwoniłam do pani Martyny, zaczęła mi o nim opowiadać. To był piesek po bardzo dużych przejściach. Miał małe szanse na adopcje. Pewnie resztę życia spędziłby w hoteliku opłacanym przez fundację albo w schronisku. Bardzo bał się schroniska, był bardzo zlękniony. W momencie kiedy go adoptowaliśmy, nawet bał się wyjść z domu. Próbował wyskoczyć przez nasze okno. Uczyłam go od początku wyjścia na klatkę, z klatki na skwerek, ze skwerka na łączkę. To były takie małe kroczki aż dotarliśmy do gór. Zauważyłam, że najbardziej boi się ludzi, a na łonie przyrody odpoczywa. Odkryliśmy razem pasję podróżowania, odkrywania kraju, spotykania fantastycznych ludzi. Nauczyliśmy go z mężem otwarcia się na świat i chociaż minimalnego zaufania obcemu człowiekowi. A on odkrył w nas pasję podróżowania. Teraz żyjemy świadomie i cieszymy się każdym krokiem.

jak znaleźć w sobie siłę

Wasza pasja rozwinęła się do tego stopnia, że postanowiłaś napisać książkę – „Z malamutem przez Polskę (i życie)”.

Tak, to w ogóle jest śmieszna historia, bo miałam już gotową zupełnie inną książkę, dotycząca świadomego życia, organizacji, motywacji kobiet. Jej częścią była moja historia – o tym, jak zbudować siebie na nowo od podstaw i zacząć żyć tak, jak chcemy. Potoczyło się to inaczej. Cały czas miałam styczność Fundacją Adopcje Malamutów, która upewniała się, że psiak ma ze mną dobrze. To było niesamowite, jak walczyli o każdy grosz, żeby ratować pieski. Stwierdziłam, że skoro już podróżujemy i mamy dużo miejsc, które możemy polecić, to opisze to i przeznaczę część dochodu na Fundację, żeby mogli ratować pieski. W planach mam też wydanie drugiej książki, którą już pisze –  “Z Malamutem przez Polskę: Psigody”. Dowiedzieć się więcej o książce i ją zamówić można na stronie www.zmalamutemprzezpolske.pl. Polecam też grupę na Facebooku „Z malamutem przez Polskę” dla wszystkich miłośników podróży z psem.

Życzę w takim razie powodzenia, trzymam kciuki! Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Poprzedni
Następny